Adopcja dziecka, czyli co wiemy, a co nam się wydaje, że wiemy? – Wycieczka do domu

Adopcja dziecka, czyli co wiemy, a co nam się wydaje, że wiemy? – Wycieczka do domu

Wycieczka do domu

Po kilku spotkaniach w miejscu przebywania dzieci, wycieczkach na miasto i wspólnie spędzonych chwilach wreszcie mogliśmy dzieci zabrać do domu. Nie mogliśmy się doczekać. Jeszcze nie mieliśmy wykończonych pokoi dla dzieci, a już w sądzie czekało postanowienie o wydaniu zgody na styczność, na podstawie którego mogliśmy wziąć dzieci do domu. Poznaj 10 kroków do adopcji dziecka– lub czytaj dalej jeśli interesuje Cię nasza historia.

Najważniejszy dzień

Pamiętam ten dzień, kiedy zadzwoniła Pani sekretarka z sądu, poinformować nas, że możemy wziąć dzieci. To był piątek tuż przed południem, a ja byłam w pracy. Czekałam na spotkanie z Klientami oraz Panią Prezes, która akurat tego dnia przyjechała do naszego oddziału. Kiedy otrzymałam ten wyczekiwany telefon, od razu zadzwoniłam do męża, który wciąż z rodzicami walczył na poddaszu, aby wszystko szybko skończyć. Pracował dzień i noc, przez ostatnie 2 tygodnie przed przyjazdem dzieci sypiał po 3 godziny. To była jazda bez trzymanki. Krzyknęłam mu wtedy do słuchawki: „Możemy zabrać dzieci do domu. Już teraz. Jedźmy! Jedziemy?”. Byłam gotowa wsiąść do auta i jechać. Nie myślałam wtedy ani o jadącej do mnie Pani Prezes, umówionych Klientach, Partnerach Biznesowych, ani o nieskończonym poddaszu, braku paneli na suficie czy mebli dziecięcych. Ja już oczami wyobraźni byłam na autostradzie w drodze do dzieci. Na szczęście mąż jest bardziej opanowany i myślał trzeźwo za nas dwoje. Był piątek, potrzebowaliśmy jeszcze kilku dni, aby skończyć prace remontowe i móc zabrać dzieci. Ponadto musieliśmy jeszcze w godzinach pracy sądu odebrać postanowienie, a we wtorek było święto narodowe. Na szczęście opiekunka prawna przyszła nam z pomocą i Pani sekretarka w sądzie również. Uzgodniliśmy wspólnie, że postanowienie odbierze dla nas opiekunka prawna dzieci, a my je podpiszemy w dniu odbioru dzieci z placówki, tak też zrobiliśmy.

Oczekiwanie i upragniony dom dla dzieci

Kiedy przyjechaliśmy, dzieci były gotowe. Rzeczy miały spakowane w worki na śmieci, to był przykry widok i trochę byliśmy tym zaskoczeni, bo pytaliśmy córkę, czy mają walizki. Zapewniała, że tak. Nasz błąd był taki, że nie zapytaliśmy o to wychowawców lub opiekunkę prawną. Chociaż szczerze mówiąc, mieli tyle ciuchów i różnych rzeczy, że przez chwilę myślałam, że do auta nam się to wszystko nie zmieści. Podejrzewam, że naszych walizek na to wszystko, by zwyczajnie nie wystarczyło. Tak czy inaczej, dzieci wcale się tym nie przejmowały, one chciały jak najszybciej jechać. Musieliśmy jeszcze dopełnić ostatnich formalności, a nasz mały 5-letni przeciąg co 2 minuty wchodził do pokoju i pytał, czy już skończyliśmy, bo on chce już jechać. Na początku myślałam, że to takie chwilowe i jak wsiądzie do auta, to dotrze do niego, że już tam nie wróci i zacznie płakać, że chce wracać. Nic takiego się nie wydarzyło. Wsiedliśmy wszyscy do auta, a po chwili dzieci usnęły. Nie było bardzo późno, ale chyba z tych wszystkich emocji czuły się mocno zmęczone. Obudziły się tylko na stacji, żeby zjeść hot-doga, a potem już w domu, gdzie czekali na nich dziadkowie.

Nowy dom dla dzieci

Tak wiem, nie powinni poznawać dziadków za wcześnie, ale bez pomocy dziadków nie skończylibyśmy poddasza tak szybko. My jechaliśmy po dzieci, a dziadkowie zostali w domu i jeszcze porządkowali narzędzia i inne rzeczy. Był tak straszny bałagan, że trudno w to uwierzyć. Skończyli porządki na krótko przed naszym przyjazdem. Zapytaliśmy, więc dzieci, czy chcą poznać pierwszych dziadków, czy woleliby innym razem. Dzieci bardzo się ucieszyły i nie mogły się doczekać spotkania. Dlatego poprosiliśmy dziadków, aby zostali w domu i poczekali na nas, bo dzieci chcą ich poznać. Jak tylko drudzy dziadkowie się dowiedzieli, że pierwsi już dzieci poznali, to też chcieli przyjechać. Tak więc w niedługim czasie dzieci poznały też drugich dziadków.

Przyczyny otyłości u dzieci